Sztab PiS po raz trzeci przeprowadził lepszą kampanię wyborczą niż Platforma. Pomimo lepszej sprawności marketingowej, politycy PiS dwukrotnie przegrali. Czy przegrają po raz trzeci?

 W 2007 roku bardzo dynamiczna kampania PiS doprowadziła w szybkim tempie do sondażowego remisu. Przegrana PiS była w dużej mierze spowodowana tym, że podczas debaty Tusk vs. Kaczyński odczarowany został wizerunek lidera PO . Arogancki liberał, ciamciaramcia okazał się silnym politykiem, rozumiejącym nastroje społeczne, dobrym sąsiadem.
W 2009 roku to kampania PiS przekonała więcej wyborców niezdecydowanych i wyniki wyborów były lepsze dla tej partii niż przewidywały sondaże. Politycy PiS przegrali wybory, gdyż Platforma przez dwa lata rządów zbudowała lojalny, około 40% elektorat. Odgrywa on kluczową rolę także w tej kampanii.
Obecna kampania przypomina tragedię szekspirowską, w której karty rozdaje tragedia Smoleńska i powódź. Po tragedii wzrosło zainteresowanie polityką, a także nastąpiła polaryzacja poparcia. W efekcie w sondażach zyskali Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński (w podobnej proporcji), a straciła reszta kandydatów.
Bronisław Komorowski to dodatkowe poparcie roztrwonił. Powodem jest bardzo słaba kampania wyborcza, poruszanie się w domenie przeciwnika – patriotyzmie, liczne wpadki. Te ostatnie można ograniczyć, gdy dobrze działa sztab. Ten zaś tworzy pospolite ruszenie osób, które same walczą o władzę (Schetyna, Nowak). Proces rozkładu zatrzymała wygrana debata wyborcza, podczas której to marszałek wygrał bezpośrednie starcie ze swoim głównym oponentem. Bronisław Komorowski „obronił” swój elektorat, który stanowią wyborcy PO, a także negatywny elektorat Jarosława Kaczyńskiego.
Jarosław Kaczyński dzięki kampanii społecznościowej, zmianie retoryki potrafił przyciągnąć ten dodatkowy elektorat, który ponownie zainteresował się polityką. Prawdopodobnie są to głównie dawni sympatycy PiS, ale także wyborcy emocjonalni – np. młodzież, której spodobała się kampania angażująca.
W kampanii najwięcej zyskał Grzegorz Napieralski, który okazał się czarnym koniem wyborów. Jeśli dwaj główni kandydaci stali się podobni, posługują się tą samą retoryką, to młodemu, dynamicznemu liderowi SLD jest łatwo się wyróżnić. Jego sukcesy stały się „zagrożeniem” dla moich predykcji z początku kampanii, gdyż odbiera on głosy głównie liderowi PO. Ponad miesiąc temu przewidywałem, iż w pierwszej turze Bronisław Komorowski zbierze 45% głosów, zaś Jarosław Kaczyński 38%.
Wczorajsza decyzja  Włodzimierza Cimoszewicza i reakcja na nią polityków PiS sprawi, że prawdopodobnie w niedzielę niewiele się pomylę. Wpisują się w ostatnią fazę planów polityków PO, aby zmobilizować swój elektorat i negatywny Jarosława Kaczyńskiego. Najbardziej pomocna w jej realizacji są tutaj chyba takie wypowiedzi, iż Jarosław Kaczyński prawdopodobnie triumfuje w wewnętrznych sondażach. Jedynie zagrożenie wygraną prezesa PiS może zmotywować ten elektorat do pójścia na wybory. Jeśli frekwencja będzie przyzwoita, spodziewam się realizacji swoich przewidywań (dodatkową wskazówką są te moje badania ukrytych postaw). Jeśli zaś niska, to różnica pomiędzy kandydatami będzie nadspodziewanie niewielka.
Ps. Przepraszam, już jestem spóźniony, więc nawet nie mogę przeczytać notki / przepraszam za błędy